Wspomnienia podróżnicze – Chiny 2017

zdjęcie własne: w parku Beihai w Pekinie

Z wiadomych względów Chiny nie kojarzą się obecnie za dobrze. Cofnijmy się jednak do roku 2017. Chciałabym zabrać Was w podróż do jednego z najbardziej tajemniczych i niezwykłych państw na świecie. Kulturalnie, mentalnie i językowo jest to miejsce bardzo odległe od naszych europejskich wyobrażeń. Dla mnie to była podróż życia. Spedziłam łacznie 28 godzin w samolotach i przebyłam około 20 433 km! A to wszystko, aby odwiedzić Pekin- stolicę kraju, będącą kolebką chińskiej kultury, miasto pełne kontrastów, gdzie nowoczesność styka się z architekturą sięgającą czasów Cesarstwa Chińskiego. W planach miałam także słynny Wielki Mur, klasztor Szaolin oraz Groty 10 tys. Buddów. W Chinach spędziłam pełne trzy tygodnie, a plan zwiedzania był dość napięty.

zdjęcie własne: przy muzeum Madame Tussauds w Pekinie

Podróż do Pekinu

Zwiedzanie Pekinu rozpoczęłam od dzielnicy Dongcheng, będącej politycznym i kulturalnym sercem Starego Miasta. Skierowałam się w stronę Placu Tiananmen, a stamtąd wprost do Zakazanego Miasta. Jest to największy kompleks pałacowy na świecie. W czasach Cesarstwa Chińskiego wstęp do niego miała jedynie najbliższa rodzina cesarza, urzędnicy państwowi oraz eunuchowie. Położony jest zgodnie z zasadą feng shui. Wejścia do budynków znajdują się od strony południowej, dzięki czemu otwarte są na pozytywne wpływy yang, a zamknięte na szkodliwe działanie yin. Zakazane Miasto to istny labirynt, przypominający miasto w mieście. Można spacerować po nim całymi godzinami. Zachwyca nie tylko architekturą budynków, ale przede wszystkim detalami tj. liczne zdobienia, rzeźby, posągi i mostki, które jako całość robią imponujące wrażenie. Niemalże na każdym kroku widzimy posągi przedstawiające lwy i smoki. Chiński smok jest nietypowy. Posiada ciało węża, szpony orła, pysk wielbłąda, łapy tygrysa oraz łuski karpia. W jego paszczy znajduje się perła, która miała oznaczać doskonałość. Lew symbolizuje z kolei dostojeństwo i ma za zadanie chronić przed mocą złych demonów.

Cały kompeks w roku 1987 został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zakazane miasto najlepiej zwiedzać w godzinach porannych, ponieważ kolejki do kas są ogromne. Najlepiej poświęcić na to cały dzień.

Zdjęcie własne: Brama Niebiańskiego Spokoju z obrazem przedstawiającym Mao
Zdjęcie własne: widok z mostu Złotej Rzeki na pawilony Bramy Najwyższej Harmonii

Park Beihai

Park Beihai to jedno z najpiękniejszych miejsc w Pekinie. Znajduje się w dzielnicy Xicheng, na północny zachód od Zakazanego Miasta. Nazwa “Beihai” w dosłownym tłumaczeniu oznacza “Park Północnego Morza”. Powstał w X wieku, w czasach panowania dynastii Liao i przez tysiąc lat był cesarskim ogrodem, całkowicie niedostępnym dla odwiedzających. Sytuacja zmieniła się dopiero w roku 1925. Obecnie park przyciąga rzesze turystów z całego świata. Jest też miejscem spotkań mieszkańców miasta, którzy lubią spędzać tu czas na świeżym powietrzu. Wchodząc do parku przez kolorową bramę, widzimy jezioro Beihai, a w oddali Jade Flower Island z Białą Dagobą, do której prowadzi most.

Park urzeka pod wieloma względami. Jest naprawdę piękny. Miłośnicy zwiedzania będą godzinami spacerować zwiedzając liczne pawilony, świątynie i pałace. Z kolei dla tych, którzy szukają spokoju i relaksu, park oferuje miejsca, gdzie można sobie posiedzieć i nacieszyć oko przyrodą. Wszystkie budynki są idealnie wkomponowane w zieleń parku. Mamy tu do czynienia z harmonię azjatyckiej architektury. Właśnie za to można pokochać podróże do Azji. Dla takich miejsc warto.

W Pekinie udało mi się zwiedzić jeszcze wiele innych miejsc tj. ZOO, oceanarium, Pałac Letni, kilka świątyń, w tym Świątynię Nieba, targi z lokalnym jedzeniem, główne ulice handlowe, cudowny sklep-herbaciarnię i wiele innych. Pekin to miasto, na które należy poświęcić minimum tydzień, a najlepiej dwa. Nie polecam podróży w sezonie letnim lipiec-sierpień, bo upały są nie do zniesienia. Jest to także okres wakacyjny i wielu Chińczyków podróżuje z rodzinami po kraju. Do najważniejszych atrakcji turystycznych są ogromne kolejki. Aby tego uniknąć, warto zaplanować wyjazd na miesiące poza sezonem.

Wielki Mur Chiński

Badaling to odcinek Muru położony najbliżej Pekinu. Od centrum aglomeracji dzieli go około 70 km. Całkowita długość muru na tym odcinku wynosi niecałe 5 km. Jest to najlepiej zachowana część Wielkiego Muru i najbardziej oblegana turystycznie. Aby dostać się do Badaling należy, albo wykupić lokalną wycieczkę, albo skorzystać z miejskiego autobusu. Polecałabym wycieczkę, bo podróż lokalnym autobusem bez znajomości języka, to dość ryzykowne przedsięwzięcie. Po dotarciu do Badaling widzimy wiele autokarów i morze turystów, głównie chińskich. Jeżeli nie lubicie tłumów, to polecam wybrać się na odcinek położony nieco dalej. Mutianyu znajduje się około 90 km od Pekinu i robi dużo lepsze wrażenie. W porównaniu do Badaling, nie ma tu zbyt wielu turystów i dzięki czemu można spokojnie pospacerować i zrobić dobre zdjęcia.

Zdjęcie własne: odcinek Chińskiego Muru- Mutianyu

Klasztor Szaolin

Klasztor Shaolin znajduje się w prowincji Henan, w malowniczej scenerii gór Song. Został wybudowany w roku 495 przez cesarza Xiaowendi z dynastii Wei dla mnicha Batuo. Z tym miejscem związanych jest wiele ciekawych legend. Chińskie powiedzenie głosi, że właśnie tu narodziły się wszystkie sztuki walki na świecie. Od początku istnienia, aż do czasów współczesnych Klasztor Szaolin był całkowicie odizolowany od świata. Jeszcze 12 lat temu, aby dostać się za jego mury trzeba było mieć wiele pozwoleń i przepustek. Dzisiejszy klasztor jest zupełnie innym miejscem. Jest otwarty dla zwiedzających i cieszy się dużą popularnością turystyczną. Przynosi ogromne dochody. Z samych biletów wstępu i pamiątek, mnisi co roku zarabiają około 5 mln dolarów. Są także zyski z przedstawień oraz licznych kursów sztuk walki. W dzisiejszych czasach mistycyzm dawnego Szaolin można odnaleźć jedynie w świątyni Shanhuang Zhai, położonej w niedostępnych górach, gdzie mnisi faktycznie żyją zgodnie z tradycją.

Na mnie Klasztor Szaolin zrobił ogromne wrażenie, przede wszystkim przez swoje górskie położenie. Jest to ogromny teren do zwiedzania. Należy poświęcić na to cały dzień, a i tak pozostanie niedosyt. Dla tych, którzy nie mają lęku wysokości polecam przejażdżkę kolejką górską. Gwarantuje niesamowite, dość przerażające widoki. Chińskie góry troszeczkę przypominały mi film “Avatar“.

Zdjęcie własne: Klasztor Szaolin

Longmen- Groty Dziesięciu tysięcy Buddów

To niezwykłe miejsce znajduje się we wchodnich Chinach, w prowincji Longmen. Są to posągi Buddy wykute w skale. Tak naprawdę jest ich znacznie wiecej niż szacowane początkowo 10 tys. Prawdopodobnie jest ich około 97 tys. Jest to fenomenalne miejsce wpisane w 2000 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Posągi sa różnej wielkości. Największe z nich to olbrzymy sięgające nawet 17 metrów wysokości. Z kolei te najmniejsze są wielkości paznokcia. Aby zobaczyć to wszystko, potrzeba poświęcić minimum jeden dzień. To bardzo interesujące miejsce i naprawdę warto je zobaczyć. Aby dotrzeć do Logmen, potrzeba pokonać 800 km pociągiem na trasie Pekin- Luoyang, a następnie dojechać lokalnym autobusem.

Zdjęcie własne: Groty 10 tys Buddów

Dlaczego Chiny?

Zawsze marzyłam o podróży do Azji. Chiny nie były jednak priorytetem, a mimo to właśnie tam odbyłam swoją pierwszą, naprawdę daleką podróż. Przygotowałam cały plan zwiedzania z rozpiską na każdy dzień, z biletami wstępu, dojazdem, a także wszystkie logistyczne sprawy: dogranie przelotów, noclegów, wizy oraz kwestie problematyczne tj. internet, dostęp do map google, bariera językowa (w Chinach bardzo ciężko dogadać się po angielsku). Jestem zadowolona, że mi się to wszystko udało. Miałam strach przed długim lotem, ale przeżyłam to. Podróże wymagają czasami poświęceń.

Dzięki takiej podróży zrozumiałam, co to znaczy zmiana strefy czasowej, zjadłam wiele egzotycznych potraw, zobaczyłam imponujące, buddyjskie świątynie, przeżyłam deszcz monsunowy, napiłam się prawdziwej, chinskiej herbaty, zjadłam niedostępne w Europie oreo, a także zrobiłam mnóstwo cudownych zdjęć. Nie żałuję tego wyjazdu.

Zdjęcie własne: Groty 10 tys Buddów

Plany na kolejne egzotyczne wyprawy

Na razie takich planów nie mam. Pomijając koronawirusa, nie mam na to budżetu. Takie wyjazdy wcale nie są tanie. Chiny były drogie i trzeba być tu całkowicie szczerym. Gdybym jednak mogła wyjechać, to zdecydowałabym się na Indonezję. Jest towedłu mnie jeden z najciekawszych kierunków podróżniczych. Chciałabym odwiedzić także Tajlandię i Japonię. Co najciekawsze już raz byłam bliska kupienia biletów do Tokio, ale uznałam, że samotna podróż w nieznane może poczekać.

A Wy? Marzycie o dalekich podróżach? Macie swój kierunek marzeń? Podzielcie się ze mną w komentarzach 🙂

Wasza Wiedźma 🙂

17 odpowiedzi do “Wspomnienia podróżnicze – Chiny 2017”

  1. Nie moge się napatrzeć. Zazdroszczę ludziom, którzy mają odwagę podróżować, widzieć mnóstwo tych ciekawych miejsc, poznawać ludz,i inne kultury. Fakt w tych niepewnych czasach wszystko jest ograniczone i ludzie podchodzą z dystanem. Mi niestety zostają tylko do oglądania zdjęcia. Twoje są cudowne 😍

  2. Trochę się rozpiszę, bo wbrew pozorom temat jest mk bardzo bliski. A czemu? Zawsze marzyłam o podróży do Chin, już jako dziecko. Wyobrażałam je sobie jak jakąś utopię. Serio! 😂 I potem rozłam i okazało się, że gdy zaczęłam interesować się historią to wcale już takiej utopii nie ma. 😢 Ale dalej byłam zauroczona architekturą, nie mówiąc o tym, że kolega kiedyś ulepił mi z masy solnej piękny Mur Chiński. Dawno nie ma po nim śladu co prawda, ale było to kega miłe i niezwykle urocze. Potem ,,faza” mi przeszła, bo pokochałam kraje słowiańskie. I tu, niespodzianka! Na studiach magisterskich spotkałam dziewczynę, która pochodzi z Chin i coś we mnie na nowo odżyło. Zdecydowałam się odkładać pieniądze na ten cel i miał on być niejako niespodzianką dla mojej przyjaciółki. Także mam nadzieję, że się uda. 😊 A jak teraz czytałam Twoją relację to jest totalny sztosik i nabrałam wiary w to, że mi się to uda, bo dlaczego nie? 😊 W końcu czekam na to już kilka lat. 😂 A że ze mnie noespokojna dusza jest to na pewno kiedyś i ja zrobię swoje własne zdjęcie Muru Chińskiego. Ale praedziwego, nie z masy solnej. 💜

  3. Moim małym marzeniem jest właśnie wycieczka do Chin. Bardzo chciałabym poznać tamtejszą kulturę, posmakować ich niezwykłą kuchnie, nawet jeśli miałyby być to robaki :D. Mam nadzieję, że jeszcze w swoim życiu zobaczę prawdziwy mur chiński i jako biała osoba, stanę się atrakcją dla chińczyków 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *